Człowiekowi w RP funduje się orędzia noworoczne oraz wymianę rozporządzeń i decyzji, tablic rejestracyjnych, rządu, książeczek ubezpieczeniowych, formularzy lub DO. I on się nie dziwi. Nie dziwi się, że wymiana rządu polega na przetasowaniu tych samych ludzi, w tych samych ugrupowaniach tylko nazwanych inaczej. Człowiek w RP nie zdziwion, że musi wziąć dwa razy urlop – raz by odstać kilka godzin składając wniosek na rodzinny zasiłek, drugi, by koniecznie założyć bankowe konto, po czym z fasonem już może iść odebrać… odmowę.
Do kolejek albowiem człowiek w RP przyzwyczajon jest jak żadna inna nacja. Kilka razy zdarzyło mu się już zmienić, swe tyskie pajero ze sraczkowatego na biały i za każdym razem w komunikacyjnym swe odstał. Jak o urzędach, to odrębną sprawą są te skarbowe. I tu kolejki jak wszędzie za wszystkim, ale korespondencja jak z żadnym onym. Cudownie iść potem na peryferie miasta, by skorygować roczne zeznanie, za machnięcie się w górnej półce o kilka groszy.
Człowiekowi w RP bliżej do Kosmosu niż innym, bowiem jak grom z jasnego nieba, spada na niego kosmiczny rachunek za, oszczędzane do bólu, CO. Kosmiczny tak, jak gdyby już był przeniesion na głęboką, norweską północ i dogrzewał mieszkanie na żar. Przepiękne kwoty wyższe niż jego pobory miesięczne, niż marzenia o słonecznej Krecie, ba – o czymkolwiek. Człowiek radzi sobie, płynnie zamienia Kretę na kreta do udrożniania rur i zapomina, że miał jakieś górnolotniejsze marzenia. Cudownie jest też doświadczyć próby zdjęcia licznika za gaz, zważywszy, że jest prawie stówa… nadpłaty. Co do onej, to pamięta o stówie, którą był S. pożyczył K. na tacę tym uświęconym oligarchom, co to jeżdżą prawdziwym pajero i nomen omen wcale tak jak ten zakonnik nie muszą sami swego nasienia na zimię… tfu. Wirtualna stówa przemieszcza się pewnie do dziś w markowych kieszeniach, w ten sam wirtual, jakim jest stówa dla matki, której nie stać na dwuzłotowy bilet. Ma stówę wytrzepać z niebytu, bo kanar był wstał, ziewnął i złapał oną jeszcze w czasie trwania nocnej ciszy. I wytrzepie, w przeciwieństwie do przyznających jej dziecku rodzinne.
A już koniec wspomnianej nocnej ciszy, to nie pierwsze wersy kolędy świętej, to w RP w ogóle najmniej bezpieczna godzina. To o tej porze z angielska wybudzają “Go! Go! Go! To my ABeWu i CeBeA!”, a skutkiem takich pobudek są nie tylko parafrazy helskich haseł “Wzięłam – by było lepiej”, ale i lęk przed umówieniem się na randkę z kimkolwiek, by nie okazał się superagentnym Tom.
No to gdzie człowiek ma się udać, skoro termin do ginekologa ma ustalony, dopiero za dwa miesiące? Skoro ludzie chorzy na serce czekają na kardiologa nawet pół roku? Gdy nadal nie wie czy wybrać kraj liberalny, czy solidarny… znaczy się Irlandię lub Szkocję, zważywszy, że zimy tam jakby dłuższe, mocniejsze a on, ma już przecież doświadczenie z ogrzaniem swego małego M3. Co człowiek ma zrobić by podjąć decyzję? Nic. Nie dziwi bowiem już nic człowieka żyjącego w RP, bo wrósł w to i nie dostrzega wirtualnej śmieszności zjawiska, pogoni za wszechrzeczą dolarowej materii. To osobniki przebywające na zewnątrz dziwią się niepomiernie, są skonfundowane i podsyłają nam obserwatorów. Niby notkę cofnąwszy, ale i zdążywszy pokazać całemu światu, że demokracja to tu być może i jest, ale pisana nie polskim, a cyrylicą?
Nie dziwi, że Kopernik był bardziej otwarty na świat i na zmiany od naszych włodarzy, że tak zdemoralizowanego rządu to Polska nie pamięta, że głowy państwa są największym nieszczęściem szkalującym dobre imię kraju, że dyplomatołki, że oligarchy, że lżyustroje, że niekumate wykształciuchy, że sprzedawczyki, że żenadą jest w ogóle o tym pisać. Bezrobotny w BMW a na pasku telewizyjnych życzeń zamiast “Wesołych Świąt życzy Paweł z rodziną” gryps “Zdrowych i Wesołych Świąt, tatusiowi w więzieniu, życzy Ola i Piotruś. Wszystko OK, ciocia w sanatorium, babcia wyszła ze szpitala a wujek Zenek ma złamaną nogę”.
Już lepiej nadal grać głupa wpasowanego doskonale w tą polską rzeczywistość, już lepiej beztrosko żyć w odurzeniu oparami absurdu: O kule o kule na mole kule po szpilu po szpilu nie wiadomo w ilu obalili halba halba obalili i kulali oba mama omotali kulali jabole kulali je… o yeah! - ewolny